piątek, 4 marca 2011

Lauren Kate - "Udręka"

"Udręka" była jedną z tych książek, do których premiery się paliłam. Pierwsza część bardzo przypadła mi do gustu i byłam pewna, że z tą też tak będzie. Zżerała mnie ciekawość, co będzie dalej ze związkiem Daniela i Lucy, co się wydarzy, czy będą razem itp. Teraz natomiast, kiedy jestem już po lekturze mogę stwierdzić, że "Udręki" nawet nie ma sposobu porównać do poprzedniej książki autorki. 

Luce trafia do Shoreline, szkoły, gdzie pod pilną opieką anioła i demona uczą się dzieci Nefilim i normalni uczniowie nie mający oczywiście pojęcia o tych pierwszych. Poznaje nowych przyjaciół, a także dowiaduje się co nieco o swoich przeszłych życiach...

W "Upadłych" akcja porywała. Cały czas coś się działo i jak dla mnie było super. Tu za to cały czas autorka skupiała się na tęsknocie Luce. O ile w poprzedniej części zyskała moją sympatię, tu zaczęła ją tracić. Na praktycznie każdej stronie jej postać się nad sobą użalała. Czy Daniel o mnie myśli ? Co robi Daniel ? Gdzie jest Daniel ? Na początku było pięknie. Historia wielkiej miłości nie może się obyć bez tęsknoty, ale proszę, aż tyle? No a może po prostu byłam zbyt rozczarowana taką małą ilością samego Daniela, którym i ja tak się zachwycałam podczas poprzedniej części ? Tego nie wiem. Następnym minus, to zagmatwanie. Ciągle coś się mieszało tak, że w końcu nie miałam pojęcia o czym czytam. No i tu trzeba wspomnieć o Camie. W "Upadłych" zrozumiałam jego postać, jako mroczną, ale w pewien sposób związaną z Luce (zakochaną w niej?, może to lepsze słowo), tu natomiast traktował ją... oschle. Jak widać brak Daniela działa na mnie negatywnie. 


Teraz milsza część mnie, czyli pozytywy. Od ok. 300 strony zaczęło się dziać coś więcej. Zakończenie jest bardzo, ale to bardzo obiecujące. Tak jak w poprzedniej części, zachwyciła mnie okładka. Mroczna, a zarazem urocza. Poznajemy masę nowych osób, przy tym w tajemnicy wam powiem, że niektórzy są przeuroczy ! :) Dowiadujemy się co nieco z przeszłości Luce, co przeraża, a zarazem wzbudza współczucie.  


Podsumowując, chyba nieco bardziej podobała mi się część pierwsza. Było mroczniej, mniej zagmatwanie, więcej Daniela... no tak, ile razy już to powtarzałam ? Mimo że ta część nie wywołała we mnie "ochów" i "achów" jak poprzednia, z przyjemnością (i nadzieją) chwycę za "Pasję". Przecież muszę wiedzieć, co słychać u Daniela, prawda.W książce były i minusy, i plusy, jednak naprawdę polecam. Widać, że autorka starała się włożyć serce do tej powieści, w końcu jest przepełniona uczuciami, i za to jej chwała, a także za to, że spróbowała rzucić zły cień na Daniela i to, co robił pomiędzy pojawieniem się Luce po raz kolejny (co we mnie wywołało zdziwienie).